a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Sowiarnia
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Sowiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Sowiarnia   Pią Wrz 19, 2014 8:25 pm


Okrągła salka wypełniona odchodami mieszkających w niej ptaków, pupili i listonoszy uczniów. Na ścianach i pod sufitem ustawione są legowiska dla sów, które co chwilę to wlatują to wylatują z pomieszczenia. Panuje tu nieprzerwany hałas ptasich głosów i łopotania skrzydeł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Wrz 28, 2014 9:47 pm

Evan jakoś specjalnie ostatnio nie miał ochoty na jakiekolwiek towarzystwo i sam tego zjawiska nie potrafił do końca racjonalnie wytłumaczyć. Ogólnie jeśli przychodziło do tłumaczenia czegokolwiek to zwykle to nie było u niego nic prostego. Zdarzało się, że mówiąc kolokwialnie „plątał się w zeznaniach”. Ale ostatnio miał ciężkie dni, więc powinno to być mu w całości wybaczone. Może dlatego wolał być ostatnio w samotności i nie narażać innych na swój denny humor.
Ponieważ rok szkolny w Hogwarcie dopiero co się zaczął, a zapewne większość uczniów chowała się teraz po swoich dormitoriach, on postanowił wybrać się na spacer i odnaleźć wewnętrzny spokój. Dodatkowo przypomniało mu się, że nie wziął kilku rzeczy z domu do zamku, więc oczywistym było, że będzie musiał poprosić swoją mamę o to by podesłała mu tych kilka „zgub”. Ponieważ jego sowy nie było w dormitorium, więc woje kroki skierował w tym celu do jedynego miejsca, gdzie mógłby ją ewentualnie odnaleźć. A w razie gdyby jego puchacz się tam jakimś cudem nie odnalazł to skorzysta z którejś ze szkolnych sów. W końcu zgodnie z regulaminem także i z tych posłańców można korzystać i może robić to każdy uczeń bądź nauczyciel.
Po kilkunastu minutach spokojnego marszu dotarł do upragnionej Sowiarnii i ostrożnie otworzył drzwi. Nie chciał bowiem sprawić, że jakimś cudem nagle wszystkie ptaki się na niego rzucą albo coś w tym stylu. Jak się dobrze rozejrzał po wszystkich zakątkach tegoż pomieszczenia to nigdzie nie zauważył swojego wiernego puchacza. Czyli wniosek z tego jest taki, że list do jego matki będzie zobowiązana zanieść jedna ze szkolnych własności. Wyjął z kieszeni swojej szaty list i włożył go do koperty, którą następnie zaadresował.
- No.. to która z Was zaniesie moją pocztę? – zapytał się normalnym tonem. Zaczął się kierować do średniej wielkości płomykówki, która wydawała mu się najodpowiedniejszą do wykonania tej misji.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Wrz 28, 2014 10:13 pm

Natalie jeszcze była myślami z pociągu, kiedy to wściekły kot ją zaatakował. Ta sytuacja była tak bardzo w sobie niedorzeczna, że kilka godzin po tym incydencie, Morre nie potrafiła przyznać się, że to rzeczywiście się przydarzyło. A gdyby to było prawdą, miałaby na swoim ciele pełno zadrapań. W momencie gdy opadła mgła, wszystko zeszło. Cały ból, dziwne wściekłe zwierzę, krew jakby wsiąknęła w dywan. Niestety pozostały wspomnienia, strach i jedna wielka niewiadoma. Natalie wzięła odprężający prysznic... nawet nie myślała o kolacji, nie umiałaby uśmiechać się do innych, udawać, że ta mgła nie nadeszła. Pomimo kąpieli, wciąż musiało zalatywać od niej kotem, bo widocznie Ruby, jej kotka, wyczuwała konkurencję. Musiała się obrazić, bo od razu odwróciła się z wysoko uniesionym ogonem i wyszła na zewnątrz. Gryfonka wciąż z mokrymi włosami i nieco zaczerwienionymi oczami od płaczu ruszyła za kotem, w którym czasami ze strachem porównywała tamte dzikie zwierzę... nie no, to już była paranoja! Nat otrząsnęła się, nakazała sobie więcej siły, więcej racjonalnego myślenia i pobiegła za pupilem, bo doskonale wiedziałam jak Filch nienawidził, gdy Ruby chodziła po zamku, a co większa nawiązywała kontakty z jego kotką. Po jakimś czasie dziewczyna odnalazła Ruby. Stała ona przy drzwiach Sowiarnii i niespokojnie w nie drapała. Natalie aż zrobiło się słabo! A jakby zobaczył to woźny?
- Ruby, co ty wyprawiasz?
Gryfonka schyliła się, by wziąć ją na ręce, jednak ta syknęła jakby złowrogo. Nat z dziwnej ciekawości otworzyła drzwi, zastanawiając się, o co chodzi kotu. Nie zdążyła ich jeszcze wystarczająco uchylić, a czmychnęła szybko do środka. Więc co pozostało naszej drogiej pannie Moore? Przekroczyła próg odnajdując niemal natychmiast nieusłuchanego kociaka, ale nie tylko... Ruby wdzięcznie ocierała się o nogi pewnego jegomościa. Dopiero gdy Nat uniosła wzrok rozpoznała w nim Evana, kolegę z równoległej klasy. Z pewnością mógł ujrzeć u naszej czarodziejki wielkie zaskoczenie.
- Czy.. czy Ruby dobrowolnie do Ciebie podeszła? - spytała, choć odpowiedź miała przed sobą. - Je... jestem w wielkim szoku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Wrz 28, 2014 10:34 pm

Na chwilę przystanął mając nadzieję jeszcze, że jego ukochana sówka zaraz powróci do Sowiarni i będzie mógł skorzystać z jej usług. Tak się jednak nie stało i pomimo kilkukrotnego nawoływania ptaka i bacznej obserwacji pomieszczenia nie było widać Liama. Liam to był Puchacz wirginijski, którego mama mu kupiła w dniu jego jedenastych urodzin wraz z innymi rzeczami do szkoły. Pamiętał, że długo nie mógł wybrać odpowiedniego imienia dla owej sowy. W końcu po przejrzenie kilkunastu podręczników magicznych zauważył tam imię, które przykuło jego uwagę z bliżej nieznanych przyczyn. I tak oto bezimienna sowa miała już swoją nazwę. Evan był z tego bardzo zadowolony i starał się opiekować ptakiem najlepiej jak tylko potrafił. Chwalił go, bo trzeba Wam wiedzieć, że Liam to samiec, gdy wracał z nocnych łowów i przyniósł zdechłą mysz by się pochwalić, że potrafi polować. Naturalnie zdarzały się momenty kiedy zwierzę musiało zostać skarcone, jednakże nigdy go nie uderzył. Matka zawsze mu wpajała, że lepsza jest siła argumentu niż argument siły. Siły należy używać tylko w ostateczności i tylko w przypadku nagłej konieczności obrony życia lub zdrowia. No ale dosyć już tego typu wywodów, bo nie czas i nie miejsce na to.
Evan już miał przywiązywać liścik zaadresowany do panny Tachovsky'iej gdy drzwi do Sowiarnii się otworzyły. Nie wiedzieć czemu wystraszył się i momentalnie chwycił za różdżką by w razie czego móc się bronić. Początkowo nie zauważył Ruby. Kiedy jednak poczuł, że coś ociera się o jego nogi spojrzał w dół i wnet ujrzał czworonoga. O ile dobrze kojarzył było to zwierzę należące do Natalie Moore.
- Ooo... to Ty.. – powiedział zaskoczony. - Nie spodziewałem się Ciebie tutaj. Po prawdzie to nawet myślałem, że spędzę tutaj sam chwilę czasu. – dodał po chwili, lecz szybko się domyślił, że jego uwaga może nie być zbyt przyjemna, więc musiał się jakoś zreflektować.
- Nie zrozum mnie źle, nie wyganiam Cię. Zresztą.. ani Sowiarnia, ani żadna inna część Hogwartu nie należy do mnie. Więc.. bądź tu. – dodał po chwili wpatrując się w nią. Raz po raz zerkał na swoje nogi i na kota, który się o nie ocierał. A zdawało mu się, że właśnie ten czworonóg toleruje tylko Natalie.
- Nie wołałem jej, jeśli o to Ci chodzi. – odpowiedział na jej pytanie. - A więc.. można przyjąć, że... Tak, Ruby sama do mnie podeszła. – dodał po chwili wpatrując się teraz na dłużej w kota. Ogólnie z tego typu zwierząt to raczej wolał psy, które wydawały się mu bardziej udomowionymi zwierzętami. Nawet kiedyś chciał mieć jednego, lecz matka nie pozwoliła. Ogólnie psy da się nauczyć wielu sztuczek, a koty i tak chodzą swoimi drogami. A w każdym razie on tak uważał.
- Pewnie gdybym próbował pogłaskać Ruby to by mnie podrapał ten kociak, co? – zapytał nagle. - Dlatego chyba nie spróbuję by go nie przestraszyć. – uśmiechnął się niepewnie do swojej koleżanki z roku. No cóż, tak więc z samotności w dniu dzisiejszym nici. Aczkolwiek nie śmiałby jej wygonić. Zresztą, nawet tego nie chciał. Może to nawet i lepiej, że tu się znalazła panna Moore?
- Ostatni rok, co? – zapytał, bo w sumie sam nie wiedział o czym mają mówić. Są na tym samym roku, a jednak tak naprawdę nie mieli ze sobą zbyt dużego kontaktu. Nawet czasami na głupim „cześć” się nie mogło zacząć i skończyć.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Wto Wrz 30, 2014 3:47 pm

Natalie była bardzo zżyta ze swoją kotką. Dostała ją w pewne urodziny i dotąd uważa, że to najlepszy prezent, jaki mógł jej się przytrafić. Bardzo się ze sobą zżyły, aż do tego stopnia, że Ruby nie daje się dotknąć nikomu innemu jak samej pannie Moore. Z jednej strony może to być utrapieniem, bo kiedy w pobliżu jest zwierzak, mało kto ma ochotę podejść do Gryfonki, z drugiej jednak strony wie, że ta zawsze będzie przy niej trwać i nie znajdzie sobie pierwszego lepszego właściciela. Sama Ruby różniła się od zwykłego kota - nie podążała swoimi drogami, nie znikała na całe dnie - zazwyczaj znajdowało ją się w jej łóżku, czy na stosie ubrań Nat, które zdołały się pojawić po całym tygodni nicniesprzątania! Dlatego więc wielkim zdziwieniem był dla czarodziejki widok Ruby, która łasiła się do Evana. Dziewczyna jednak stopniowo odzyskiwała trzeźwość myślenia... może dopiero wtedy, gdy zauważyła różdżkę w dłoni Gryfona? Uniosła pytająco brew, unosząc dłonie w geście poddania się.
- Przecież się znamy... - mruknęła cicho pod nosem. Nie siliło jej się dzisiaj na ciętą ripostę, dobry żart. Dzisiaj niestety tkwił w Natalie głęboko zakorzeniony smutek, może nawet i lęk po dramacie, który właściwie mógł wydarzyć się jedynie w jej głowie. Evan musiał jej wybaczyć za ewentualny brak humoru. Po dosłownej chwili Tachovsky jednak potwierdził, że oboje się znają. Dziewczyna odetchnęła z ulgą... co się z nią działo? Uwierzyła, że mógłby zrobić jej krzywdę na terenie Hogwartu? Chiolera, nieważne gdzie, przecież by tego nie zrobił! Nie wiedziała kompletnie co się z nią dzieje, kucnęła mimo to zaraz i wyciągając dłoń do przodu, miała nadzieję, że Ruby podejdzie do niej. Tak się stało. Mogła poczuć jej delikatną, miękką czarną sierść, w momencie, gdy ją głaskała. Podczas tej czynności jednak słuchała Evana, który nie wydawał się zbyt ucieszony jej widokiem... już miała się zezłościć, powiedzieć, że to wina kota, ale przygryzła wargę, opamiętując się w myślach.
- Właściwie to... - miała dodać, że chciała już iść, ale nie chciała go urazić. A poza tym po tym incydencie powinna się na nowo otworzyć na ludzi. Właściwie to była ich pierwsza indywidualna rozmowa. Jeśli mieli jakiś kontakt, to jedynie kilka wymienionych zdań wśród grupki roześmianych osób, nawet o zwykłe "cześć" było ciężko. Dlatego Natalie zainteresowała się Evanem, a co bardziej ich rozmową, która co prawda nie kleiła się, ale oczywiście mogła to zmienić. Przybrała luźną pozę i rozejrzała się z uśmiechem. Uwielbiała sowy, a widok ich wszystkich wpatrzonych w nią, jak i w jej nowego towarzysza wcale ją nie wystraszył, jak co poniektórych. W końcu czarodziejka przeniosła wzrok na rówieśnika i odpowiedziała:
- Skoro sama zaczęła się do Ciebie łasić, to nie widzę problemu w tym, abyś ją pogłaskał... tak było ze mną, kiedy ją dostałam. Tylko mnie dała się dotknąć.
Zamyśliła się na chwilę. Czemu akurat on? Kolejne pytanie Evana wyrwało ją z przemyśleń.
- O tak, niestety... nie wyobrażam sobie, że za rok mnie tu już nie będzie... to ja drugi dom.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Czw Paź 02, 2014 6:00 pm

I sam Evan był zdziwiony, że obcy kot łasił się do niego bez większych problemów, a nawet można by zaryzykować powiedzeniem, że próbował się z czarodziejem.. zaprzyjaźnić. W każdym razie nawet się ucieszył, że miał w tym momencie towarzystwo. A że w gratisie doszło jeszcze spotkanie z Natalie Moore to tym bardziej był szczęśliwy. Może nie okazywał tego po sobie, ale w duchu się uśmiechał na myśl tego spotkanie w Sowiarni. Nawet przez chwilę zapomniał po co tak naprawdę się tutaj znalazł. Cała ta sytuacja diametralnie zmieniła jego priorytety na najbliższe kilka minut dnia dzisiejszego. Naturalnie taki stan rzeczy mu odpowiadał, mimo że kochał swoją samotnię.
- No tak, jakbym mógł zapomnieć, że się znamy. – potwierdził Evan. - Oboje jesteśmy Gryfonami, oboje także jesteśmy na tym samym roku, a ja tu taką gafę bym popełnił. – ironizował czy szczerze prawił ten nasz siedemnastolatek? Właściwie to ciężko było wyczuć jego prawdziwe intencje.
- Racz wybaczyć Natalie jeśli przez przypadek Cię uraziłem. Nie było to moim zamiarem. – ukłonił się lekko i uśmiechnął w jej stronę. Spojrzał na Ruby, która nie przestawała się ocierać o jego nogi. Kiedyś chciał mieć kota w domu, ale ostatecznie stwierdził, że te zwierzęta zbyt często chodzą swoimi drogami. Co prawda w pewien sposób są one podobne zachowaniem swym do Evana, ale co za dużo samotników pod jednym dachem to niezdrowo.
Chłopak nie zrobiłby jej krzywdy, zwłaszcza na terenie Hogwartu. Ruch, który wykonał, to po prostu taki automatyczny ruch, który zauważył gdzieś w jednym z mugolskich filmów. Mugole jednak wyjmowali coś na podobę metalowej różdżki, która też potrafiła czynić krzywdę jak ta czarodziejska.
- Wybacz jeśli Cię przestraszyłem. – powiedział widząc strach w oczach dziewczyny. Właściwie czy to był strach? A może to był po prostu kolejny wymysł jego chorych myśli? Sam nie wiedział co o tym myśleć. Miał jednak nadzieję, że nie zraził tym do siebie koleżanki z domu i z roku.
Evan słysząc słowa swojej znajomej uklęknął i pogłaskał sympatycznego zwierzaka. Podrapał ją za uszkiem.
- Czyli można powiedzieć, że jest coś, co nas łączy. – powiedział i uśmiechnął się do niej. - Najchętniej zostałbym tu na zawsze. Ale wiem, że to.. niemożliwe. – westchnął i wstał powoli na równe nogi żeby kota nie spłoszyć. W końcu skoro zdobył zaufanie zwierzaka to żal by było je stracić, prawda?
- Wiesz, że nawet kiedyś przez kilka chwil przemknęła mi myśl żeby zostać tutaj jako nauczyciel? – zapytał nagle chłopak. - Z drugiej jednak strony nie mam najpewniej żadnych kwalifikacji. No i jestem za młody do tego by podjąć tego typu pracę. – wzruszył ramionami. - No i głupio mi by było gdybym na przykład musiał uczyć swoją siostrę w Hogwarcie. To by było dość dziwne, nie uważasz? – kierował swoje słowa do panny Moore. Przez chwilę pomyślał czy nie robi z siebie jakiegoś idioty. W końcu jego przemyślenia, nawet jeśli w jakimś stopniu bywały słuszne, wcale nie musiały interesować jego rozmówców.
- Dobra, nic już nie mówię. Wygłupiłem się. – powiedział i zamilknął.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Czw Paź 02, 2014 7:16 pm

Natalie zauważyła jego zmianę nastroju. Przed chwilą miała wrażenie, że niezbyt cieszy się na jej widok, jednak teraz nawet pozwoliła sobie zauważyć, że się uśmiecha. To dobry znak, prawda? Dziewczyna w końcu obdarowała go swoim naturalnym, promiennym uśmiechem, który przybierała w każdym niemal momencie swojego życia. Tak, uśmiech stanowił w pewnym stopniu jej wizytówkę. Fakt, czasami miała dołujące dni, zazwyczaj podczas nich siadała gdzieś w kącie, nikt nie śmiał podejść, znając już reakcję Natalie. Wtedy to właśnie obserwowała ludzi i z samych ich gestów, ruchów i mimice potrafiła po jakimś czasie poznać ich osobowość. Evana też często obserwowała. Zdołała wywnioskować, że jest wrażliwy na ludzkie cierpienie. Potrafi dochować tajemnicy i cóż, rzadko odnosi się do kogoś niegrzecznie. W tym momencie zastanawiała się, dlaczego nigdy ich drogi się nie skrzyżowały? Natalie ceniła u innych szczerość, naturalność, a tego było sporo w Gryfonie. Może jakoś nigdy specjalnie się nie wyróżniał i nie zwracała na Niego uwagi? A co jeśli ona kompletnie go nie dostrzegała, a on wręcz przeciwnie? Na samą myśl policzki Natalie przybrały purpurowego odcienia. Sam Evan mógł się zastanawiać, skąd ten rumieniec, choć wcale nie musiał go zauważyć, gdyż dziewczyna szybko spuściła wzrok i jej włosy zakryły policzki. Ta myśl była wręcz absurdalna. Nie wiedzieć czemu, zachowanie czarodzieja rozbawiło Nat. Teatralnie ukłoniła się, niczym prawdziwa średniowieczna dama.
- Ależ wybaczam Ci, sir. - ostatnie słowa wymówiła z parsknięciem śmiechu. Cóż, nie tak ciężko było przywrócić dawną Nat, towarzyską i roześmianą. Tylko jak zareaguje na to Evan, który chyba preferował samotność, opanowanie i spokój.
- Nie, w porządku. Wpadłam tutaj jak szalona, miałeś prawo tak zareagować. - kiwnęła głową zgadzając się ze swoimi słowami. - Niemniej jednak następnym razem nie potraktuj mnie jakimś paraliżującym zaklęciem... ich wyjątkowo nie lubię!
Po chwili wpatrywała się zaciekawiona sytuacji, w której to Gryfon głaskał kotkę. Szczerze powiedziawszy, nieco martwiła się o reakcję, ale ostatecznie zareagowała w ten sam sposób jak do Natalie. Małe ukłucie zazdrości pojawiło się w jej sercu, jednak zaraz zniknęło, gdy Evan się odezwał.
- Dlaczego nie?! - ożywiła się nagle. Miło było usłyszeć od innego ucznia, że kocha to miejsce, tak samo jak ona. Niemal rozpłynęła się pod jego słowami i prawdę powiedziawszy, nieco się wzruszyła. Przycisnęła swoje obie dłonie do piersi i wpatrywała niemal jak w obrazem, dopiero po chwili kiwnęła głową i dodała. - Mój wujek uważa, że powinnam zająć jakieś stanowisko w Ministerstwie Magii... nie będzie to trudne, bo sam jest Ministrem. - Natalie zagryzła wargę, bo nie miała pojęcia, czy ktokolwiek inny od Marianne o tym wiedział, jednak postanowiła szybko dokończyć. Może chłopak nawet nie usłyszał? - Chciałabym coś osiągnąć sama. Wcześniej pragnęłam tu nauczać, cieszyłam się, bo to tak, jakbym nie opuściła nigdy tego miejsca. Ale teraz... teraz chcę czegoś więcej.
Chciałabym być Aurorką.Dodała sama do siebie. Nie umiała jeszcze dzielić się z nim swoimi marzeniami. Jeszcze tymi, które nie są skore do spełnienia. Nat westchnęła w momencie, gdy Evan zaczął się tłumaczyć.
- Prędzej to ja się wygłupiłam... może wcale Ciebie to nie interesuje. Huh.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pią Paź 03, 2014 6:45 pm

Nie wiedzieć czemu, ale Evan, prócz tych pierwszych sekund spotkania w Sowiarni, niemalże od razu uznał, że dziewczyna jest bardzo sympatyczna i w miarę pozytywnie nastawiona do życia. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogła mieć jakieś problemy, z którymi mogłaby się zmagać. Nie wyglądało to zresztą tak na pierwszy rzut oka. A nawet jeśli by coś zauważył to nie zapytałby się jej o to, gdyż uznałby, że zachowałby się wtedy dość niegrzecznie. A przecież, przy bądź co bądź ich pierwszym oficjalniejszym spotkaniu, nie wypadałoby tak się brzydko w jego ocenie zachowywać.
Nie umknęło jego uwadze zapurpurowienie się policzków tej cudownej dziewczyny, ale na to również głośno nic nie powiedział. Za pewne się trochę speszyła kiedy w określony sposób się do niej zwracał. Uznał to jednak za dobry znak i że ta znajomość zmierza po dobrej drodze i ku jakiemuś ciekawemu końcowi. Do tego jeszcze doszedł ten subtelny gest ich zasłonięcia przez piękne włosy. Tak, mógł z całą pewnością stwierdzić, że Natalie Moore jest jedną z najpiękniejszych dziewczyn jakie spotkał na swojej drodze w Hogwarcie i ogólnie.
- Będę to miał na uwadze jeśli kiedykolwiek przyjdzie mi na to ochota, o Pani. – zażartował sobie Gryfon i zachichotał. - Ale jeśli miałbym użyć jakiegoś zaklęcia to na pewno to będzie zaklęcie łaskotek. – roześmiał się głośniej, a potem zasłonił sobie rękoma usta. Ufał tylko, że koleżanka uzna to za dobry żarcik rozładowujący atmosferę. Nie chciał żeby wzięła go za jakiegoś taniego podrywacza. Jeśli by tak zaiście było to chyba spaliłby się ze wstydu i zakopał swój popiół głęboko pod ziemią, o ile byłby jeszcze w stanie to zrobić.
- W takim razie widzę, że muszę się odnosić do Ciebie z jeszcze większym szacunkiem niż mi się to wydawało na początku. – to rzekłszy ukłonił się niczym jakiś nadworny służący dawnych królów angielskich. Następnie wstał i wyprostował się uśmiechając się po raz kolejny.
Natalie miała fajnie, że jej wujek był Ministrem Magii. Nawet jeśli tego nie chciała to pewnie mogła sobie pozwolić na nieco więcej niż inni uczniowie. W końcu wujek by ją w jakiś sposób zawsze wybronił gdyby popełniła jakieś głupstwo. Tylko czy ktoś taki jak ona może robić jakiekolwiek głupoty? Wyglądała na porządną dziewczynę i nic nie wskazywało na to, że mogłaby coś odwalić.
- Pozwolisz, że wyślę list mamie? – zapytał, ale tak naprawdę nie czekał na jej potwierdzenie tylko podszedł do pierwszej lepszej płomykówki do której przywiązał list. Dał jej smakołyk sów, a ptak zaraz potem odleciał. Miał nadzieję, że szybko przekaże wiadomość adresatowi jakim była jej rodzicielka.
- Mówiłaś, że chcesz czegoś więcej. A konkretnie to co? – zapytał powracając do niej. - Oczywiście zgodnie z prawem może Pani, Panno Moore, odmówić odpowiedzi na to pytanie. – uśmiechnął się i ledwo co powstrzymał swój śmiech.
Zdawało się Evanowi, że on i jego rozmówczyni trochę podobnie myślą. Czyż los nie pcha ich czasami ku sobie? Niee... To by było zbyt piękne i prawdziwe.
- No dobra, razem się wygłupiliśmy. -pokręcił lekko głową chłopak.- Także jest kolejna rzecz, która nas łączy. Jeszcze trochę i podpiszemy ze sobą braterstwo krwi. – zachichotał. Chyba dawno z nikim tak dobrze mu się nie rozmawiało. Pozytywnie ocenił Natalie i na pewno szybko się to nie zmieni. Ba, może nawet w ogóle?
- Wiesz, że mimo tego iż jesteśmy na jednym roku i w tym samym domu to Cię niezbyt kojarzyłem? – odezwał się nagle siedemnastolatek. - Najwidoczniej jesteś zbyt grzeczna. – dodał po chwili. Ale żeby nie wyjść na głupka dodał jeszcze: - Oczywiście, odpowiada mi to w stu procentach. – puścił do niej oczko. Czy wpadł w jakiś jej obręb czarów miłosnych? A może po prostu ją podrywał? Może to jego sposób bycia?
- Z Gryfonów to chyba najbardziej kojarzę tych co już skończyli Hogwart. Potter i jego trzech kompanów byli znani w całym Hogwarcie. Głównie chyba z tego powodu, że uprzykrzali się jednemu Ślizgonowi. – dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 05, 2014 5:22 pm

Gdzie zniknął ten lęk po minionej podróży? Rzeczywiście, zanim Natalie pojawiła się w Sowiarnii, przebywała w swoim pokoju rozpaczając nad wizjami podczas podróży. Sama uparcie twierdziła, że to nie wizje, a prawdziwe zdarzenia. Ale niestety, gdyby było tak jak uważa - leżałaby w tym momencie w skrzydle szpitalnym z licznymi ranami na twarzy, ramionach i biuście. Nawet wzięła pod uwagę zaburzenia psychiczne... lada chwila wysłałaby siebie do psychologa, gdyby nie wspaniałomyślność Ruby. Bo właściwie to dzięki niej opuściła sypialnię i znalazła towarzysza do rozmowy. I to nie byle jakiego! Od razu poczuła, że mogliby się stać przyjaciółki. Żałowała tylko, że odkryła to dopiero teraz, kiedy praktycznie kończyli swoją przygodę z Hogwartem. Można spokojnie uznać, że Evan okazał się lekarstwem na jej początkującą depresję. Właściwie w tym momencie Natalie zaczęła zastanawiać się, jak wygląda przed Gyfonem. Zawsze dbała o swój wizerunek, pragnęła być piękna, podziwiana... ale wtopa! Zapewne z tymi mokrymi włosami, zaczerwienionymi oczyma od płaczu wyglądała jak upiór. Zagryzła wargę, mogąc zabić w tym momencie za grzebień.
I po raz kolejny słowa Gryfona odpędziły ją od tych dziwnych, intymnych zamyśleń. Prawie zachichotała, kiedy ich rozmowa nabrała "szlacheckiego" brzmienia. O ile tak można to nazwać. Dziewczyna chwilę później oburzyła się.
- O nie, panie Tachovky! - położyła swoje obie dłoni na talii i wbiła w niego groźne spojrzenie. - Akurat w łaskotkach jestem najlepsza i wcale nie potrzeba mi różdżki, więc tylko spróbuj się zamachnąć, to będę szybsza i nawet nie wezmę pod uwagę Twoich błagalnych słów.
Jej ton rzeczywiście brzmiał bardzo groźnie, jednak twarz wyrażała zupełnie co innego - rozbawienie. Tym razem wokół nich rozbrzmiał jej charakterystyczny śmiech. Był jednak ciepły i miły dla ucha, dlatego żadna Sowa nawet nie drgnęła.
A jednak wychwycił tą informację o wujku. Nat przygryzła wargę, energicznie kręcąc głową.
- Nie, proszę, Evan. - teraz brzmiała zupełnie inaczej, łagodniej. - Nie chcę się wyróżniać z tego względu, że posiadam dobrze usytuowanego wujka. To będzie nasza tajemnica, w porządku?
Zmrużyła delikatnie swoje oczy, dłonie zaś skrzyżowała na piersiach, wyczekując. W sumie była nieco podekscytowana, bo jakby nie patrzeć, była to ich pierwsza tajemnica. I jakimś spoboem bardzo jej się to spodobało. Wkrótce chłopak zapytał ją, czy mógłby wysłać korespondencję do matki. Dziewczyna kiwnęła jedynie głową, w duchu jednak żałując, że ona tego zrobić nie może. Kolejne ukłucie w sercu, prawie tak zapomniane. Ale to nie czas na smutki. Na smutki przychodzi pora w nocy, gdzie spokojnie można wypłakać się w poduszkę, by następny dzień przywitać z uśmiechem. Z myślą, że idziesz dalej i czeka cię na swojej drodze jeszcze mnóstwo dobrego. Przez myśl przebrnęła jej myśl, czy Evan będzie jednym z jej "dóbr". Czy ich spotkanie będzie jednorazowe? Czy od tego momentu będą uśmiechać się do siebie, ilekroć się miną na korytarzu? Czy wymienią więcej słów, niż jedyne "cześć"? Natalie nie miała pojęcia, choć nadziei w niej sporo było.
- Właściwie... - Gryfonka w tym momencie oceniała, czy mogłaby się podzielić z nim swoim marzeniem. Niestety, chyba jeszcze nie była w stanie. - Jeśli to ma być pretekst do następnego spotkania to tak - następnym razem Ci to wyznam.
Nat prawie ugryzła się w język. Hej, czy ja flirtowałam z Evanem?! Dziewczyna nie mogła się nie uśmiechnąć. Ponownie uśmiech rozświetlił jej twarz, a gest bawienia się włosami zdecydowanie pokazywał, że właśnie z nim flirtuje. Ale... kręcenie sobie mokrych włosów wokół palca wcale nie jest fajne! Niemniej jednak, gdy usłyszała, że jest zbyt grzeczna, omal go nie wyśmiała.
- Słucham? - spytała z niedowierzaniem. - Nie, nie. Nie należę do grzecznych osób, panie Tachovsky i z czasem... się o tym przekonasz.
Ucichła nagle. Znowu zrobiło jej się smutno. Ah, te huśtawki nastroju! Ale to przez Evana! Najpierw z nią flirtował, a później przypominał o przyjaciołach, którzy poszli już w świat! A niech to.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 12, 2014 5:44 pm

Rozmowa się wydawała w miarę kleić toteż Evan nawet pozwolił sobie na chwilę milczenia w obecności tak pięknej dziewczyny jaką była Natalie. Uznał, że raczej nie będzie miała z tego powodu do niego jakichkolwiek żalów z tego powodu. Zresztą można powiedzieć, że czasami milczenie jest cenniejszą formą konwersacji niż sama rozmowa. W każdym bądź razie ta samotnia w Sowiarnii zmieniła się w dość ciekawą pogadankę. Czy z tej znajomości może w przyszłości rozwinąć się coś większego i lepszego?
- A co będę miał z tego, że będę milczał na temat Twojego wujka? – wypalił nagle Pan Tachovsky. Oczywiście nie chciał być w ten sposób jakiś chamski czy sprawiać wrażenie negatywnie nastawionego do panny Moore. On po prostu chciał jeszcze trochę poflirtować, skoro tak dobrze mu szło do tej pory. Chociaż też musiał być z drugiej strony ostrożny, gdyż nie wiadomo było jak to wszystko odbierze Natalie.
Evan kiwnął na znak, że zrozumiał jej wypowiedź iż ona wyzna mu być może coś przy następnym spotkaniu. Fakt, pierwsze spotkanie to zbyt mało aby od razu przekazywać sobie największe własne sekrety. W każdym bądź razie postanowił być cierpliwy.
- Bardzo bym chciał zobaczyć niegrzeczną wersję Natalie Moore. – rzekł i uśmiechnął się do Gryfonki najszczerzej jak potrafił. Odwrócił się jednak i spojrzał jeszcze raz kątem oka w okno, w którym zniknęła sowa z wiadomością do jego matki. Ciekawe jak szybko otrzyma odpowiedź?
- Kiedyś marzył mi się orzeł jako zwierzę zamiast sowy. – powiedział głośno Evan. - Ale mam swoją sówkę, też nie jest najgorzej. – wzruszył ramionami i znów spojrzał na Natalie.
Powrót do góry Go down
Shira Lovegood

avatar

Liczba postów : 472

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 11:33 am

Shira przybyła do sowiarni. Wiatr hulał w środku jakby w ogóle nie weszła do pomieszczenia. Nic dziwnego, w końcu było tu tyle okien, przez które sowy mogły swobodnie wlatywać i wylatywać. Shira podeszła do parapetu, który był w najmniejszym stopniu ubrudzony przez sowy i z torby wyjęła kawałek zapisanego pergaminu i pióro. Napisała już cały list, ale coś jeszcze jej się przypomniało, więc zawisła na chwilę nad kartką, a potem dopisała kilka słów. Zwinęła list i odwróciła się do sów, szukając tam swojej Etny. Zawsze trudno było jej wypatrzyć sówkę, która była mniejsza niż większość sów, które można tutaj było spotkać. W końcu gwizdnęła cicho, a z prawej strony usłyszała jakieś poruszenie. Dwie sowy skrzeknęły wściekle, a spomiędzy nich wydostała się malutka sówka, która sfrunęła do Shiry i zaczęła latać jak szalona wokół jej głowy. Shira uśmiechnęła się szeroko i złapała ją w dłonie.
- Chodź tu, wariatko, masz kurs - powiedziała, stawiając zwierzątko na parapecie. Etna od razu spoważniała i dumnie wystawiła nóżkę. Dzięki posiadaniu takiej sowy Krukonka nauczyła się pisać drobniej, aby nie zużywać tyle miejsca na pergaminie. Z większymi listami sowa sobie radziła, ale Shira nie chciała jej bez sensu przemęczać.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _



Shira Lovegood
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1513-shira-lovegood
Verónica Vargas

avatar

Liczba postów : 153

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 12:02 pm

Verónica skończyła się uczyć i żeby nie spędzić całego dnia przed ciepłym kominkiem, postanowiła w końcu wyjść do sowiarni i wysłać do Hiszpanii list, który czekał na swoją chwilę już od trzech dni. Pobiegła więc do dormitorium, chwyciła zapakowany list i szybko niczym wyścigówka pomknęła do siedziby Hogwarckich sów. Weszła do wieży w której hulał wiatr, od razu unosząc wzrok w górę, rozglądając się za jakąś wypączętą sową. Nie mogła wysłać swojej własnej sowy, ponieważ ta nie wróciła jeszcze z odpowiedzią z Anglii. Kiedy jej wzrok obniżył trochę kurs zdała sobie sprawę, że nie jest w sowiarni sama, a kiedy ujrzała przed sobą Shirę na jej twarz wpełzł szeroki uśmiech.
-Shira! Cześć! Też wpadłaś na pomysł wysłania listu do rodziny? - Spytała, spoglądając z zachwytem na jej małą sówkę Etnę, której wygląd zawsze Verónicę rozczulał. Do swojego kursu wybrała dużego puchacza, który stąpał na żerdzi z nogi na nogę, wyglądając przy tym, jakby miał ochotę rozprostować skrzydła. Bez wątpienia nadawał się do długiej wycieczki, jaką miała zamiar mu zaoferować, przywiązując mu do nóżki średniej wielkości kopertę zaadresowaną do słonecznej Valenci.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Verónica Vargas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3028-veronica-vargas
Shira Lovegood

avatar

Liczba postów : 472

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 12:13 pm

Shira drgnęła lekko, kiedy usłyszała za sobą czyjś głos. Odwróciła głowę, a przed sobą ujrzała Verónicę.
- Verónica! Ależ mnie przestraszyłaś! - zaśmiała się. Przywiązała list do końca i już miała wypuścić sówkę przez okno, kiedy Etna wzbiła się do góry i obleciała kilka razy głowę Gryfonki, co i raz zawadzając ją kawałkiem pergaminu. Potem usiadła jej na ramieniu, uszczypnęła leciutko w ucho i wystrzeliła przez okno. Shira uśmiechnęła się szeroko, patrząc na tę scenę.
- Mówiłam już, że moja sówka jakoś bardzo Cię lubi? - powiedziała rozbawiona.
- Nie, nie do rodziny - odpowiedziała i miała już wytłumaczyć dalej, kiedy zza jej nogi wyszedł mały czerwony stworek, z rozwianym czarnym włosem.
- Nie, nie do rodziny - powtórzył po Shirze głębokim głosem, który nie pasował do jego wyglądu. - Napisała do jakiegoś chłopaka, pewnie się zakochała - wykrzywił się złośliwie.
- Xemerius! - wykrzyknęła Shira. - Dlaczego pojawiasz się zawsze tak niespodziewanie, spadaj! - jęknęła, a potem zwróciła do Verónici - Nie słuchaj go, bzdury gada - machnęła ręką.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _



Shira Lovegood
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1513-shira-lovegood
Verónica Vargas

avatar

Liczba postów : 153

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 12:44 pm

- Wybacz, nie chciałam Cię wystraszyć. - Zapewniła pospiesznie i urwała kiedy Etna zaczęła nad nią latać i smagać ją po głoweie listem. Kiedy usiadła jej na ramieniu i uszczypnęła Verónicę w ucho, ta ze śmiechem odpowiedziała jej delikatnym drapaniem po główce. Kiedy wyleciała w swoją podróż, Verónica przeniosła wzrok na Shirę.
- Jej sympatia nie jest nieodwzajemniona, gdyby z sowami było jak z różdżkami to byłaby naszą wspólną sówką. - Odparła ze śmiechem i zrobiła wielkie oczy, kiedy za Shirą ujrzała Xemeriusa.
- Cześć Xemi! Co Ty opowiadasz? Shira ma chłopaka? - Spytała, szepcząc konspiracyjnie i spoglądając na stworka porozumiewawczo. Po czym spojrzała znów na Shirę z szerokim uśmiechem.
- Czyżby się u Ciebie coś pozmieniało? - Splotła ręce na ramionach i uniosła jedną brew do góry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3028-veronica-vargas
Shira Lovegood

avatar

Liczba postów : 472

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 1:20 pm

Roześmiała się.
- Nie szkodzi, po prostu zawsze panuje tu taka cisza, a mimo to nie słychać, że ktoś wchodzi po schodach! Kiedyś wyląduję w Skrzydle Szpitalnym z zawałem - wyszczerzyła się. - Czasem jak tu przychodzę to mam wrażenie takiego oderwania od świata, w końcu znajduje się trochę dalej od "głównego" zamku i potrafię się tu zamyślić na kilka minut. Najczęściej wtedy ktoś tu wpada, powodując u mnie minizawał - uśmiechnęła się, patrząc przez chwilę na kropkę znikającą na szarym niebie. Po chwili Etny nie było już widać. Niedługo Syriusz powinien dostac jej list.
- Myślę, że nie miałaby nic przeciwko - powiedziała z lekkim uśmiechem.
Przewróciła oczami, słuchając Verónicy i Xemeriusa.
- Jasne, że ma tylko się nie przyznaje - Xemerius wziął się pod boki. - I nie chce mi opowiadać żadnych szczegółów! - poskarżył się Verónice, patrząc na Shirę z wyrzutem.
Krukonka trąciła go nogą.
- Bo nie ma żadnych szczegółów! - powiedziała z kwaśną miną. - Nic się nie zmieniło - pokręciła głową. - Kojarzysz z pewnością Syriusza Blacka? Jednego z tych sławnych Huncwotów? - i jednego z najprzystojniejszych, czego nie dopowiedziała, bo Xemerius nie dałby jej żyć. - Zresztą Ci chyba opowiadałam, że poznaliśmy się na boisku quidditcha i potem poszłam z nim na bal. Poza tym spotkalismy się na imprezie w wakacje u Jessi Mall - wytłumaczyła, starając się mówić zwyczajnym tonem, chociaz miała wrażenie jakby się spowiadała. - Po prostu napisałam do niego z pytaniem jak mu się wiedzie i tyle - podkreśliła ostatnie słowa, patrząc wymownie na Xemeriusa.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _



Shira Lovegood
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1513-shira-lovegood
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 2:03 pm

Wlókł się powoli w górę, stopień po stopniu zmierzając ku sowiarni, skąd dobiegał nieprzerwany szum skrzydeł. Westchnął głęboko ze świadomością, że prawdopodobnie znów będzie musiał czyścić buty, które ulegną zapaskudzeniu przez cały rój latających potworów. Dochodząc do drzwi westchnął ponownie, gdy usłyszał dochodzące ze środka dziewczęce głosy. Specjalnie wybrał się do sowiarni o tej porze, licząc na to, że nie będzie nikogo i tym samym nikt nie zauważy jego uganiania się za niesforną sową, którą miał nieszczęście dostać w prezencie. O wiele bardziej wolałby kota, bo miałby z niego taki sam pożytek, ale przynajmniej mógłby go wykorzystać w ramach ciepłego ocieplacza w zimowe wieczory.

Kolejne westchnienie przerodziło się w jęk, gdy rozpoznał głos Gryfonki, której od dawna starał się unikać. Przez chwilę rozważał nawet, czy nie zawrócić i nie przyjść później, ale sprawa była dość pilna. Jednak uganianie się za Hrabią było teraz wykluczone i chłopak postanowił skorzystać z jednej ze szkolnych sów. Te przynajmniej były na tyle ułożone, że same garnęły się do uczniów, gdy tylko zobaczyły w ich rękach pergaminy. Jeszcze raz odetchnął głęboko, ze złością zauważając, że chyba weszło mu to w nawyk, i przekroczył próg sowiarni. Gryfonka odwrócona była tyłem, przeszedł więc obok niej możliwie jak najszybciej i skinął lekko głową w kierunku drugiej dziewczyny, którą kojarzył jedynie w zamkowych korytarzy.

Natychmiast otoczyły go trzy sowy, latając nad głową i gubiąc przy tym kilka piór, które spadły mu na szatę. Wybrał jedną z nich i przywiązał jej do nóżki cienki zwitek pergaminu, głaszcząc ją przy tym lekko po skrzydełkach. Dostrzegł wzrokiem Hrabiego, który siedział na jednej z wyższej żerdzi, ale najwidoczniej świadomość, że jego właściciel wysyła list i używa do tego innej sowy, nie zrobiła na ptaku żadnego wrażenia. Chłopak spojrzał na niego ze złością, obiecując sobie, że od dzisiaj skończy z dokarmianiem niewdzięcznego ptaka sowimi smakołykami.
Powrót do góry Go down
Verónica Vargas

avatar

Liczba postów : 153

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 9:52 pm

Verónica zrobiła wielkie oczy, słysząc słowa Shiry.
- Widocznie potrafisz się bardzo wyciszyć, bo ja tu słyszę masę pohukiwań i szelestu skrzydeł, ale rzeczywiście w takim miejscu czasem łatwiej zebrać myśli niż w zgiełku Wielkiej Sali podczas obiadu. - Powiedziała ze śmiechem.
- Musiałby tu wejść ktoś cięższego kalibru, żebyś wylądowała w Skrzydle Szpitalnym, cieszę się jednak, że nie mam Cię na sumieniu! - Spojrzała na puchacza, który siedział jej na ramieniu i przebierał ze zniecierpliwienia skrzydłami i przypomniała sobie o własnym liście. Wypuściła go czym prędzej i wkrótce i on zniknął na horyzoncie. Verónica i Xemerius wymienili porozumiewawcze spojrzenia, które mówiły dokładnie to samo, chcieli dowiedzieć się jak najwięcej o małej tajemnicy Shiry. Czekali na szczegóły i kiedy Shira się odezwała, zamienili się w słuch.
- Czy kojarzę Syriusza Blacka? - Wykrzyknęła ze śmiechem. - Jest ktoś, kto nie kojarzyłby Syriusza Blacka, czy też całej reszty Huncwotów? Tak, opowiadałaś mi o tym jak się poznaliście, o balu też i imprezie u Jessi, jaka szkoda, że byłam wtedy w Hiszpanii, tak to bym się wprosiła. - Posmutniała na chwilę, ale zaraz wróciła do poprzedniego tematu. - No i co u Syriusza? Korespondujecie? Tobie też Hogwart wydaje się jakiś taki pusty bez nich? Może pójdziemy do Wielkiej Sali coś zjeść i porozmawiamy?
Odwróciła się gwałtownie, nie zdając sobie sprawy, że ktoś za nią stoi, zasypała Shirę takim gradem pytań, że nawet nie spostrzegła jak kiwa komuś głową, za jej plecami. Wyhamowała w ostatniej chwili, prawie wpadając na nie kogo innego jak Adama Rodentforce'a. Kogo jak kogo, ale jego nie spodziewała się tu spotkać. Przywołała na twarz szyderczy uśmiech i odezwała się przesadzenie miłym głosem, zerkając kątem oka na Shirę.
- Apropo cięższych kalibrów, cześć Rodentforce.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Verónica Vargas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3028-veronica-vargas
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 10:31 pm

Zamknął na moment oczy, próbując doliczyć w spokoju do dziesięciu, ale przerwał już przy trójce. Podniósł w górę dłoń z sówką i wypuścił ją w powietrze, obserwując przez kilka sekund jak macha skrzydłami. Dopiero potem odwrócił się do stojących obok dziewczyn i ruszył w kierunku drzwi. Że też musiał wpaść na nią akurat teraz, jakby w całym Hogwarcie nie było miliona innych miejsc, w którym mogliby przebywać z dala od siebie. Niestety najwyraźniej jakaś idiotyczna igraszka losu sprawiła, że ich wzajemne towarzystwo było nieuniknione.
- Vargas - rzucił tylko w stronę Gryfonki, nie próbując nawet ukrywać odrazy w swoim głosie, po czym jakby nigdy nic minął ją i zniknął za drzwiami sowiarni.
Powrót do góry Go down
Shira Lovegood

avatar

Liczba postów : 472

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 11:21 pm

- Dokładnie o to mi chodziło - powiedziała z uśmiechem. - Im dłużej się tu przebywa, tym mniej słychać ten hałas - zrobiła ruch ręką, wskazując na sowy, których pohukiwanie obecnie było naprawde trudne do zniesienia. Chyba zebrały sę tutaj wszystkie możliwe sowy i urzadził jakiś konkurs na najgłośniejszy "śpiew".
Pacnęła się dłonią w czoło.
- No tak, w dodatku przeciez jesteś Gryfonką, musiałaś ich znać! A na impreze nie musiałabyś się wpraszać, wzięłabym Cię jako osobę towarzyszącą - zaśmiała się. - Szkoda też, że nie mogłaś wpaśc do mnie do Norwegii w tym roku, ale co tam, mamy kolejne wakacje. A u Syriusza.. - zawiesieła na chwilę głos - Wszystko w porządku, poszedł na studia razem z resztą Huncwotów. Mają zamiar przyjśc na nasz bal Halloweenowy, w końcu jest on również dla dorosłych i studentów - uśmiechnęła się mimowolnie na myśl, że niedługo może zobaczy Blacka.
Do sowiarni wszedł jakiś chłopak, Gryfon zdaje się, czasem go widywała na korytarzach. Skinęła mu głową na powitanie i spojrzała znowu na Verónicę. Już miała odpowiedzieć na jej kolejne pytanie, kiedy chłopak powitał Gryfonkę pogardliwie wymówionym nazwiskiem i pospiesznie opuścił sowiarnię. Spojrzała pytająco na Verónicę.
- Nie wiedziałam, że masz jakichś.. wrogów? - zmieniła twierdzenie w pytanie. - Kto to był?
Xemerius wykorzystał okazję na kolejne plotki i wykrzyknął radośnie:
- Ooooooch, czyżby urażona chłopięca duma? Opowiadaj, kolejna drama! - zawołał, robiąc minę jak nastolatka spragniona plotek. Nawet nie wiedział jak blisko był prawdy.
- Zero delikatności - westchnęła Shira, opuszczając ręce w geście bezsilności.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _



Shira Lovegood
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1513-shira-lovegood
Verónica Vargas

avatar

Liczba postów : 153

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie Paź 26, 2014 11:51 pm

Zmarszczyła brwi, przyglądając się rozwrzeszczanym sowom na żerdziach, po czym spojrzała na Shirę z uśmiechem, jakby odkryła coś nowego i bardzo oczywistego.
- Chyba zacznę tu częściej przychodzić. - Rzekła kiwając głową niczym zabawkowy piesek w mugolskim samochodzie, podejmując przy okazji wątek Huncwotów.
- Oczywiście, że znałam, ale nie należałam do ich najbliższej świty, niestety. Bardziej ja ich znałam niż oni mnie. Do Norwegii zawitam, jak Ty zawitasz do Hiszpanii, moja droga! Perspektywa bycia Twoją osobą towarzyszącą na wszelkich imprezach jest niebywale kusząca, ale podejrzewam, że masz już z kim iść na bal z okazji Nocy Duchów, nie musisz odpowiaaaa... - Zawiesiła na chwilę głos a potem wydała z siebie nieartykułowany dźwięk - Wiedziałamwiedziałamwiedziałamwiedziałam! Za Twoją inicjatywą zjawią się wszyscy. Nie wiem czy słyszałaś już spekulacje, że Bal bez Huncwotów byłby stypą.
Odprowadziła wzrokiem wychodzącego Gryfona, który opuścił sowiarnię szybciej niż się w niej pojawił. Verónica spojrzała na Shirę i wypuściła powietrze z płuc, zastanawiając się jak przedstawić jej tę sytuację. Zmroziła Xemeriusa wzrokiem, jednak po jej oczach można było wyczytać, że rozbawiły ją jego słowa.
- To Adam Rodentforce, kiedyś dobrze się dogadywaliśmy, jednak on oczekiwał ode mnie czegoś więcej, ja dosyć dosadnie dałam mu do zrozumienia, że nic z tego i od tamtej pory mnie nienawidzi i unika, a ja też nie pozostaję mu dłużna. Mam jednak wrażenie, że on jest bardziej zawzięty w tym. To jak, idziemy też? - Spytała, kierując się do wyjścia, w których chwilę wcześniej zniknął chłopak.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Verónica Vargas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3028-veronica-vargas
Shira Lovegood

avatar

Liczba postów : 472

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pon Paź 27, 2014 6:41 pm

- Zdaje się, że większość osób miała tak samo. Wszyscy znali ich, gorzej odwrotnie - uśmiechnęła się. - Ja miałam to.. hm.. szczęście - zaśmiała się - że Syriusza poznałam, Pottera również podczas meczy quidditcha, nawet podczas pewnej wyprawy do Zakazanego Lasu, z którego przytargałam to-to - wskazała na Xemeriusa, który naburmuszył się, słysząc jak go nazwała - poznałam Lupina i Jessi. W zasadzie tylko Petera nie znałam, ale on chyba był najmniej huncwotowaty z nich. Właściwie nie wiem co robił w ich grupie - pokręciła głową. Chyba każdego to zastanawiało.
- Muszę zawitać do Hiszpanii, kiedy mnie zapraszasz? - uśmiechnęła się szeroko. - No tak, mają się zjawić. Skoro tak to chyba muszą pojawiać się na każdej imprezie, ale wydaje mi się, że dalibyśmy urządzić dobrą imprezę i bez nich - machnęła ręką. Huncwoci są rozrywkowi, ale to nie znaczy, że większość imprez bez nich się nie uda!
Shira przewróciła oczami, uśmiechając się znacząco.
- Jak dzieci - zaśmiała się. - Ale często urazy z młodszych lat pozostają dłużej niż te, które powstają później - stwierdziła. - Jasne, że idziemy, trochę zgłodniałam - powiedziała i zawiesiła torbę na ramieniu.
Xemerius wydął usta, nadal urażony słowami Shiry i odwrócił sie ostentacyjnie do drzwi.
- J a też zgłodniałem, jakby ktoś pytał, więc idę do lasu! - rzucił przez ramię i zniknął za drzwiami. Shira uniosłą brew i rzuciła znaczące spojrzenie Verónicę. Potem pokręciła głową i ruszyła do drzwi.

z/t (możesz napisać tutaj, a potem w WS albo od razu w WS jak chcesz Very Happy)

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _



Shira Lovegood
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1513-shira-lovegood
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sowiarnia   

Powrót do góry Go down
 

Sowiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sowiarnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: ZAMEK :: Wieże :: Wieża Południowa-